Archive for December, 2000

Ratowanie giganta

Friday, December 29th, 2000

Bank PKO BP udzielił w piątek Hucie Katowice pożyczkę, która przeznaczona została na spłatę 30 milionów złotych odsetek od zaciągniętego dwa lata temu na rozwój zakładu kredytu. Gdyby tak się nie stało, największemu w Polsce zakładowi metalurgicznemu, zatrudniającemu 6,5 tysiąca osób, groziłby upadek.

Termin ultimatum postawionego HK przez konsorcjum siedmiu banków, które w 1998 roku udzieliły zakładowi czterystumilionowego kredytu, upływał w czwartek. Pieniądze udało się jednak zgromadzić dopiero w piątek.

- Przelaliśmy już na konto wierzycieli wymaganą kwotę – mówi Paweł Podsiadło, prezes Towarzystwa Finansowego Silesia. – Jednodniowa zwłoka spowodowana była bardzo trudnymi negocjacjami z PKO BP. Nie mogę mówić o szczegółach rokowań. Powiem tylko, że huta pieniądze dostała na drakońskich warunkach.

Szefowie huty nie mieli jednak wyjścia. W HK pieniędzy brakuje nawet na zakup najbardziej potrzebnych do produkcji surowców. Aby skrócić procedury przyznawania kredytu utworzono kilka dni temu TF Silesia, powstałe na bazie należącej do huty spółki HK Stal. Skarb państwa wniósł tu należące do niego akcje siedmiu firm, które szacunkowo warte są około 200 milionów złotych.

Wczoraj przez kilka godzin obradował w HK zarząd, który prowadził narady z powołanymi kilka dni temu czterema zespołami antykryzysowymi.

- Cieszymy się z tego, że udało się zdobyć pieniądze na spłatę odsetek – powiedział nam jeden z dyrektorów huty. – Sytuacja zakładu pozostaje jednak w dalszym ciągu bardzo trudna. Przecież my potrzebujemy bardzo szybko 150 milionów złotych na zapewnienie bieżącego funkcjonowania zakładu. O takich pieniądzach nikt na razie nie mówi, a przecież bez nich grozi przerwanie ciągłości pracy wielu linii technologicznych.

Kilka dni temu okazało się jednak, że zadaniem TF Silesia będzie nie tylko ratowanie przeżywającej dramatyczne chwile Huty Katowice. Decyzją rządu wniesiono tu również akcje trzech innych firm, z zadaniem poręczenia wartego 55 milionów złotych kredytu, który z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska otrzymać ma siemianowicka Walcownia Rur ,Jedność”.
- Minister skarbu państwa poprosił Radę Ministrów o zgodę na tę transakcję – tłumaczy Agnieszka Dłuska z biura prasowego MSP. – Stało się tak na wniosek ministra gospodarki. Inwestycja w Hucie ,Jedność” ma bowiem kluczowe znaczenie dla realizacji programu restrukturyzacji hutnictwa żelaza i stali w naszym kraju.

Decyzja rządu wywołała jednak spore kontrowersje w hutniczym środowisku. Chodzi bowiem o to, że akcjami należącymi do skarbu państwa udzielono gwarancji na kredyt, którym finansuje swą inwestycję prywatna firma. Udziałowcami walcowni są bowiem takie firmy jak Stalexport, Kulczyk Holding, Fundusz Górnośląski, czy należąca do znanego śląskiego biznesmena Aleksandra Ćwika firma Budus. Ta ostatnia jest jednym z podwykonawców siemianowickiej inwestycji.

- W Siemianowicach bezrobocie już jest bardzo wysokie, ale gdyby całkowicie upadła Huta ,Jedność”, sięgnęłoby prawdopodobnie 35 procent – mówi Andrzej Reczyński, prezes walcowni. – Udzielone nam gwarancje nie są przyznane kosztem Huty Katowice ani kogokolwiek innego. Nie rozumiem kierowanych w naszą stronę pretensji. Tak nowoczesnej walcowni jaka powstaje w Siemianowicach nie ma w całej Europie. Nasza inwestycja to ucieczka od problemów ,do przodu”.

Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ

TWARZE BIZNESU: Michał Goli

Friday, December 29th, 2000

Michał Goli, właściciel kilku firm i prezes Klubu Kapitału Śląskiego tajemnicę swojego zawodowego sukcesu upatruje w udanym życiu rodzinnym. Nic nie daje takiego napędu do pracy, jak czwórka dzieci i kochająca żona. Nie ma też lepszego, niż ich towarzystwo, sposobu na odreagowanie stresów.

Zanim zdecydował się założyć własną firmę pracował przez cztery lata w górnictwie. W tym czasie doszedł do stanowiska zastępcy kierownika oddziału szybowego w kopalni ,Sośnica”.
- Patrzyłem na kolegów, którzy w prywatnym biznesie zarabiali dużo więcej i też chciałem posmakować takiej samodzielności, ale nie od razu rzuciłem się na głęboką wodę – wspomina Michał Goli. – Najpierw przeszedłem do firmy znajomego. Gdy nabrałem pewności, że sobie poradzę założyłem własną.

Zaczęło się od przetwórstwa tworzyw sztucznych. Potem przyszła kolej na import samochodów. Sprowadza, sprzedaje i wypożycza samochody Toyoty. Zajął się też produkcją wysokiej jakości asfaltu oraz remontem, wynajmem i sprzedażą nieruchomości. Kierowanie tymi wszystkimi firmami zajmuje mu dziennie 10 do 12 godzin. Mimo to nie narzeka na przepracowanie, kipi energią i nowymi pomysłami.

- Akumulatory ładuję w weekendy i wakacje – mówi. – To czas wyłącznie dla rodziny. Na co dzień w opiece nad dziećmi pomagają nam dwie panie, ale w wolne dni nie wyręczamy się nikim i nigdzie naszych pociech nie podrzucamy. Wtedy mogę do woli nacieszyć się moją najmłodszą, półtoraroczną córeczką Małgosią. Zaczynamy też ze sobą rozmawiać, choć nie zawsze mogę ją zrozumieć. Tych problemów nie ma z prawie pięcioletnią Agatką czy dziesięcioletnim Rafałem. Najstarsza córka Izabella niedługo zacznie studia. Jest świetnym grafikiem komputerowym. Jej prace mnie zachwycają i namawiam ją na studia w naszej katowickiej Akademii Sztuk Pięknych.
Weekend w domu sprzyja ,pielęgnowaniu” rodzinnej słabości. Głowa rodziny Goli z zażenowaniem przyznaje się do dużego apetytu. Sam umie świetnie gotować i nie ma potrawy, której by nie przygotował. Gdy w niedziele zamienia się w szefa kuchni jego sztandarową potrawą jest chińska zupa.

Przygotowuje się ją z krewetek, małż, krabów, chińskich grzybów, ośmiorniczek, mięsa i makaronu. Talent do gotowania odziedziczył syn Rafał. Z jego sosem pomidorowym do spaghetti może konkurować niewielu kucharzy. Tym wszystkim smakołykom dzielnie opiera się w ostatnim czasie pani Joanna. Swojej silnej woli zawdzięcza powrót do doskonałej figury.

Rodzina Goli z równą pasją oddaje się sportom. W przyszłym sezonie narciarskim na stoku stanie pewnie mała Małgosia. Jej starsza siostra Agatka zaliczyła pierwszy zjazd na nartach mając 2 lata. Rafał jeździ już tak, jak rodzice. Swoją formę narciarską starają się doskonalić trzy razy w roku na tygodniowych wyjazdach, najczęściej do Austrii, ale od czasu do czasu odwiedzają też Szwajcarię i Włochy.

Najbliższy wyjazd czeka ich w styczniu. Tym razem robią wyjątek od reguły odwiedzania za każdym razem innego miejsca i wracają do odkrytego w zeszłym roku szwajcarskiego Samnaun.
Wiosną narty ustępują golfowi. Rok temu urok tego sportu odkrył Michał Goli i zaszczepił go synowi. Junior i senior wspólnie doskonalą swoje umiejętności, a ostatnio dołączyła do nich również pani Joanna.

- Teraz szukając miejsca na letni wypoczynek będę brał pod uwagę tylko te z polami golfowymi – mówi Michał Goli. – Żeby zadowolić żonę musi być jeszcze do tego ciepłe morze i plaża. Joasia uwielbia taki sposób odpoczynku, co nie znaczy, że nie zwiedzamy miejsc, do których jeździmy. Staramy się to podzielić. Raz nastawiamy się na plażę, raz na intensywną turystykę. Odwiedziliśmy już około stu krajów w Europie, Azji, Afryce, Ameryce Północnej i Południowej. Do tej ostatniej wrócimy może za rok.

Między intensywną pracą, sportami i podróżowaniem prezes Goli znajduje jeszcze czas na udział w amatorskich rajdach samochodowych. Startuje od pięciu lat i poza debiutem zawsze zajmuje miejsce w ścisłej czołówce. Dwukrotnie zdarzyło mu się być ,przecieraczem” trasy na profesjonalnych rajdach.
- ,Przecieracz”, to samochód, który jedzie jako pierwszy – tłumaczy. – Startuje pięć minut wcześniej przed najlepszymi zawodnikami i sprawdza trasę. Przy takiej właśnie okazji zaliczyłem najdłuższy w rajdzie Wisły skok samochodem. Moja Toyota przeleciała w powietrzu osiemnaście metrów. Dzięki temu przypadkowemu wyczynowi trafiłem na stałe do annałów rajdu.

Nowy wiek będzie witał na balu w bielskim hotelu Vienna. Żona wystąpi w podarowanej przez męża kreacji.
- Wygląda w niej przepięknie – zapewnia pan Michał.

Hobby: narty i golf
Ostatnie wakacje: Panama,
Wenezuela i Chorwacja
Ulubiona potrawa: zupa chińska

Autor artykułu: JOLANTA SZYMCZYK

Trzeba płacić

Friday, December 29th, 2000

Darmowe wysyłanie PIT-ów oraz podatków pocztą skończyło się. Od nowego roku za te czynności będziemy musieli zapłacić. Według Ministerstwa Finansów, dotychczasowe rozwiązanie było ,tymczasowe”.

Ministerstwo nie podpisało z Pocztą Polską nowej umowy, na mocy której fiskus brał na siebie opłaty za przesyłanie zeznań i wpłat podatków. Przedstawiciele ministerstwa oświadczyli, że powodem tej niekorzystnej dla podatników zmiany nie są oszczędności. Chodzi natomiast o to, że większość osób wysyłających druki pocztą otrzymywała potem zwrot nadpłaconego podatku. Taka sytuacja – zdaniem resortu – miała być nieetyczna, ponieważ budżet państwa dopłacał w ten sposób do zwrotów.

Autor artykułu: (ADW)

Nie udało się uratować wydziałów komunikacji w Bestwinie i Kozach

Wednesday, December 27th, 2000

Dwa wydziały komunikacji, w Bestwinie i Kozach, zostają od 1 stycznia 2001 roku przeniesione do Bielska-Białej. Udało się uratować tylko wydział w Czechowicach-Dziedzicach.

Dla mnie, mieszkańca Kóz i osoby, która stworzyła ten wydział, to bolesna wiadomość – stwierdził starosta bielski Jacek Falfus. – Rozumiem jednak motywy, którymi kieruje się rząd. A chce on uszczelnić system, bo widocznie było sporo wycieków. Na dodatek utrzymanie dużej ilości jednostek jest kosztowne. (more…)

Drogowcy twierdzą, że zima ich nie zaskoczyła

Wednesday, December 27th, 2000

- Kierowcy nigdy nie są z nas zadowoleni, zwłaszcza ci, którzy jeżdżą szybko. Kto dostosował prędkość jazdy do warunków atmosferycznych, nie miał kłopotów. Uważam, że dobrze zareagowaliśmy na opady śniegu – stwierdził Alojzy Gaszczyk z bielskiego Zakładu Oczyszczania Miasta.

We wtorek wieczorem zaczął padać śnieg. Bielskie ulice pokryły się gęstym, mokrym śniegiem. Było ślisko. Policjanci odnotowali kilkanaście kolizji. – Natychmiast w teren ruszyły pługo-posyparki. Przez kilkanaście minut najgorzej było w rejonie ul. Babiogórskiej. Uporaliśmy się z tym odcinkiem – dodał Gaszczyk.

Zakład dysponuje 12 pługo-posyparkami polskiej produkcji, w tym dwoma przystosowanymi do wylewania na jezdnie solanki. Solanka jest nowoczesną metodą zwalczania gołoledzi przy temperaturze od 0 do minus 3 st. Celsjusza. Zamiast soli czy piachu, które szkodzą środowisku i samochodom, na jezdnie wylewa się nasycony roztwór soli. Metoda jest ekonomiczniejsza i mniej szkodliwa. Może być jednak stosowana tylko na terenach płaskich. Inaczej spływa z jezdni i nie zdaje egzaminu. Pługi ZOM są na podwoziach stara, jelcza i skody (najstarsze). Oprócz tego zakład ma 15 ciągników wyposażonych w pługi i rozsiewacze oraz ładowarkę. Zmagazynował 1000 ton soli, 500 t żużlu, 30 ton piasku oraz tyle samo grysu, czyli drobnych, kanciastych kamyczków, którymi posypywane są drogi w dzielnicach rekreacyjnych.

- Zapasy starczą. Jak się będą wyczerpywały, zostaną uzupełnione – zapewnił Gaszczyk.

Autor artykułu: (jak)

Wyrok na urwisów

Wednesday, December 27th, 2000

Ile pracy włożyli w tworzenie Bolka i Lolka Władysław Nehrebecki, Alfred Ledwig i Leszek Lorek? Sąd nie potrafił tego ustalić. Wczoraj przed bielskim Sądem Okręgowym zakończył się trwający pięć lat proces w sprawie procentowego udziału w opracowaniu pierwowzoru plastycznego postaci Bolka i Lolka.

Na rozprawie nie było Ledwiga, który złożył pozew w tej sprawie. Od 1980 r. mieszka w Niemczech, gdzie wyjechał po tym, jak Lorek odsprzedał mu swoje prawa autorskie do bajkowych postaci. Lorek i Nehrebecki nie żyją już od wielu lat.

Sędzia Irena Żarnowska-Sporysz wyjaśniła, że sąd starał się rozpatrzyć kwestię autorstwa statycznego pierwowzoru obu postaci. – W każdej animacji wraca się do tego pierwowzoru. Gdyby było inaczej, to w kolejnych filmach postacie miałyby inny wygląd – argumentowała. Dlatego też uznała, że autorami plastycznego pierwowzoru Bolka i Lolka byli Ledwig i Lorek. – Taki wyrok oznacza, że jeżeli ktoś będzie chciał wydać książkę z Bolkiem i Lolkiem, musi mieć zgodę Alfreda Ledwiga – wyjaśniła sędzina. Uznała natomiast, że Nehrebecki czuwał nad zespołem i osobiście pracował nad animacją postaci. Oddaliła jednak wniosek Ledwiga o naruszenie jego praw autorskich, gdyż uznała, że to przedwczesne.

Mecenas Zbigniew Wajdowicz, reprezentujący Ledwiga przyznał po rozprawie, że jego klient powinien być zadowolony z wyroku. – Alfred Ledwig będzie do mnie telefonował. Myślę, że decyzję w sprawie odwołania podejmie wkrótce – powiedział.

Roman Nehrebecki, syn Władysława, nie krył niezadowolenia z wyroku. – Na pewno się odwołamy, gdyż sąd nie wziął pod uwagę wielu dowodów wskazujących na to, że Nehrebecki brał udział w tworzeniu pierwowzorów postaci. Wyrok niczego nie rozwiązuje. Alfred Ledwig nie może narysować Bolka i Lolka w jakimkolwiek ruchu bez naszej zgody, czyli nie może wydać z nimi książki czy komiksu. Sąd wyraźnie podkreślił także prawa literackie naszego ojca. My jednak również mamy związane ręce, bo nie możemy zrobić filmu o kolejnych przygodach Bolka i Lolka, gdyż wtedy musielibyśmy zrobić animację pierwowzorów postaci narysowanych przecież przez Ledwiga. I tak koło się zamyka – stwierdził Nehrebecki.

Na rozprawę stawili się także jego brat Jan i siostra Marzena. Roman i Jan Nehrebeccy byli pierwowzorami postaci Bolka i Lolka. Obserwując zabawy swoich synów Władysław Nehrebecki postanowił zrobić film dla dzieci o przygodach małych urwisów. Pierwszy odcinek powstał w 1962 roku. W sumie nakręcono ich 150.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

W ŚWIĄTECZNYM NASTROJU – Czarodziejskie ziele

Friday, December 22nd, 2000

Jemioła pospolita, nazywana również strzęślą, należy do tych przedstawicieli świata roślinnego, z którymi od niepamiętnych czasów związane są liczne legendy, mity, przesądy i wierzenia.

Jej kariera jako “zaczarowanego ziela” prawdopodobnie wzięła się stąd, że nie wyrasta ona jak większość innych roślin z ziemi, ale pojawia się wysoko na gałęziach drzew, swoich gospodarzy. Utożsamiano więc jej pochodzenie z darem niebios i jako takiej przypisywano nadzwyczajne właściwości odpędzania czarów i ochrony przed wszelkimi urokami. (more…)

Nie tylko dla bogatych

Friday, December 22nd, 2000

Rozmowa z JANEM KUŁAKOWSKIM, głównym negocjatorem polskiego rządu z Unią Europejską
- Po szczycie w Nicei wygląda na to, że niedługo straci pan pracę.
- Mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.

- Na gwiazdkę w 2002 roku?
- Mówimy o 1 styczniu 2003 roku. To jest możliwe, ale nie fetyszyzujmy daty. Dla nas najważniejsze jest uzyskanie kalendarza przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Jesteśmy już coraz bliżej momentu przyjęcia nas do tej organizacji.

- Coraz więcej ludzi w Polsce zastanawia się, czy z tego faktu mają się cieszyć. Rząd przyspieszył dostosowanie naszego prawa do unijnego, ale o kosztach jakby nikt nie pamiętał. Wiele firm wpadnie przez to w poważne problemy.
- Borykanie się z problemami to jest jedna rzecz, o której zresztą doskonale wiemy, natomiast wejście do Unii to jeszcze inna sprawa. Wszystkich problemów przed przystąpieniem do tej organizacji nie rozwiążemy, bo… wchodzimy tam właśnie po to, by było nam łatwiej. To są procesy, które muszą biec równolegle. Faktem jest, że jesteśmy biedniejsi od obywateli zachodniej Europy, nasze firmy nie mają takich kapitałów jak przedsiębiorstwa z krajów 15. To nie jest zresztą wyłącznie klub bogatych. Gdyby tak było nie miałaby tam czego szukać Grecja, czy Portugalia. Nawet Irlandia, czy Włochy miałyby problemy.

- Dochody przeciętnego Greka, są jednak trzykrotnie wyższe niż Polaka.
- To nic. W wielu aspektach organizacji życia gospodarczego, czy politycznego Grecy są słabsi od nas. Nasz problem nie tkwi więc w tym, że nie jesteśmy bogaci, chodzi o to, że musimy wejść na dobrą drogę do rozwiązywania problemów. Z tego też powodu przyspieszyliśmy o rok dostosowanie do wymogów Unii naszego prawa. W 2001 roku przyjmiemy szereg ustaw i w 2002 roku będziemy już mogli powiedzieć, że mamy prawo dostosowane do wymogów Unii. Drugi problem, to negocjacje w sprawie przystąpienia do Unii. Chcemy zakończyć je również w przyszłym roku.

- Kto poniesie koszty tego przyspieszenia? Przystosowanie do wymogów Unii to konieczność przeprowadzenia, w krótkim czasie, ogromnie kosztownych inwestycji.
- Znam wiele firm, które już przygotowane są do wejścia do Unii. Ich szefowie twierdzą, że dopiero wtedy otworzy się przed nimi naprawdę duży rynek. To z kolei pozwoli na rozwój. Wejście do UE jest na pewno dla wszystkich polskich firm ogromnym wyzwaniem. Powinniśmy traktować to jednak jako wyzwanie jakości, wydajności, dobrego managementu. Na pewno wielu ludzi będzie musiało zmienić zdanie na temat swoich bardzo wysokich już kwalifikacji i jeszcze bardzo wiele się nauczyć. To wszystko prawda, ale… te kwestie stałyby się dla nas wyzwaniami niezależnie od tego, czy wstąpilibyśmy do Unii. Są to po prostu wyzwania nowoczesnego państwa. Jeśli chcemy takim być, musimy je podjąć. Wejście do Unii może być tutaj dla nas bodźcem, który spowoduje, że za pilne sprawy weźmiemy się szybko.

- Czy jesteśmy do tych zadań odpowiednio przygotowani?
- Zdajemy sobie sprawę, że pewne przedsiębiorstwa staną przed trudnymi do wykonania zadaniami. Unia posiada jednak instrumenty, które pozwalają na skuteczną pomoc. Po naszym wejściu będą one również dla nas dostępne, a więc pomogą nam w szybszym osiągnięciu zakładanego stopnia konkurencyjności.

- Co mają zrobić ci, którym nikt nie rokuje szans na przetrwanie? Ma zniknąć aż 60 procent zakładów rzemieślniczych zajmujących się przetwórstwem mięsa.
- Nie jestem przekonany, czy aż tak dużo naszych zakładów rzemieślniczych nie będzie mogło podołać unijnym normom. Przetwórstwo rolne, to cała gama różnych możliwości. Faktem jest, że niektóre zakłady będą musiały się przekształcić, zmienić swoją dotychczasową specjalizację. Mogą przecież zająć się na przykład tzw. zdrową żywnością, która wciąż jest naszą dużą niewykorzystaną w pełni szansą. Te firmy pozostaną więc w obiegu. Są też i takie, które przeżywać będą trudności. To wszystko prawda, ale najgorzej byłoby, gdybyśmy zaczęli bać się trudnych problemów, które mamy pokonać. Szczerze mówiąc wiele z tych obaw uważam w tej chwili za przesadzone, choć oczywiście trzeba je brać pod uwagę.

- Warto zatem było przyspieszać dostosowanie obowiązujących u nas norm prawnych. Będzie przecież tak, że normy będziemy mieli takie jak na Zachodzie, ale dla Zachodu pozostaniemy Wschodem.
- Musieliśmy przyspieszyć proces dostosowania naszego ustawodastwa. Przyjęcie przez Sejm koniecznych ustaw nie spowoduje oczywiście tego, że państwa “15″ przyjmą nas od razu do swego grona. W ten sposób dajemy sobie jednak pewien czas na dokładne zapoznanie się z nowymi wymaganiami. Przyspieszając o rok dostosowanie prawa, właśnie taki dajemy dodatkowo okres naszym przedsiębiorcom na jego dokładne poznanie.

- Jak to jest z tymi datami. Mówi się o 1 stycznia 2003 roku, potem, że bardziej realne jest 2004 rok. Pan sam określił tę pierwszą datę jako nierealną?
- Nigdy tak nie powiedziałem. Spekulacje jakie się w tej sprawie pojawiały nie były poparte żadnymi wypowiedziami przedstawicieli rządu. Moimi również. Datę 1 stycznia 2003 roku sami wyznaczyliśmy i trudno byłoby, abyśmy ją kwestionowali. Nikt nie powie dzisiaj, że na pewno w tym dniu staniemy się członkiem Unii, ale jest to możliwe. Czy tak się rzeczywiście stanie, zależeć będzie od naszej gotowości negocjacji i nastawienia wszystkich państw członkowskich.

- Czy rzeczywiście jest tak, że naszymi sojusznikami są państwa północnej Europy, a przeciwników szukać trzeba na Południu?
- To byłoby zbyt proste. Przyjąłem zasadę, że nikomu nie będę w toku negocjacji wystawiał laurek, ani nikogo ganił. Stanowiska w poszczególnych kwestiach różnią się w zależności od siły grup interesów w poszczególnych krajach. Zamiast podziału na kraje stosujemy podział na problemy, środowiska. Musimy wiedzieć kto i czego najbardziej się obawia. Tu trzeba powiedzieć, że Południe bardziej korzysta z pomocy funduszy europejskich, na które tak naprawdę my bardzo liczymy.

- Niemcy, wydawałoby się nasz największy sprzymierzeniec, boją się Polaków szukających pracy. Pojawiają się pomysły, by zamknąć przed nami możliwość swobodnego wyboru miejsca pracy na kilka lat.
- Rządy poszczególnych państw muszą reagować na obawy swoich obywateli. Obawa przed rozchwianiem rynków pracy i zwiększeniem bezrobocia występuje w wielu państwach. To trudne problemy z którymi musimy się mierzyć podczas negocjacji. Naszym celem jest jednak wstąpienie do Unii na takich samych zasadach jakie obowiązywały innych.

Autor artykułu: Rozmawiał: JAROSŁAW LATACZ

W Spodku pod patronatem “DZ” Sylwester ze Stachurskym

Friday, December 22nd, 2000

Przed sylwestrową nocą bramy katowickiego Spodka otwarte zostaną już o godz. 18. Na organizowanego tu po raz trzeci sylwestra wybrano muzykę dance, wymarzoną na taneczne szaleństwa. Przed północą wystąpią: Thomas, Zero, N’Joy i Sami, twórcy tegorocznego przeboju lata, zatytułowanego zresztą “Lato 2000″. Gwiazda koncertu, Stachursky pojawi się na estradzie w pierwszych sekundach trzeciego tysiąclecia. Po nim dyskotekę do szóstej rano poprowadzą DJ Bobas i Jacek Pluta.

Stachursky to pseudonim 28-latka – ojca pięcioletniego Jacka, męża Iwony – Jacka Łaszczoka. Kiedy rozpadła się jego kapela rockowa, nagrał dyskotekową, lekką, łatwą i przyjemną piosenkę z “ostrym” tekstem “Taki jestem”. Stała się hitem, który ze Stachursky?ego uczynił gwiazdę muzyki dance. Gwiazdę, która działa niezależnie od muzycznej branży i jej układów. Artysta wydał dwie płyty: “Taki jestem” i “Stachursky. Moje najlepsze piosenki”. Rozeszły się w ponad 500 tys. egzemplarzy (w oficjalnych nakładach).

Jeszcze więcej sprzedano tych płyt w wersjach pirackich. Stachursky daje 60-70 koncertów rocznie, przyciągając na nie od 3 do 30 tysięcy widzów, a o warunkach technicznych, jakie muszą spełnić organizatorzy, krążą po Polsce legendy. Spodek i Box Music zamierzają im sprostać.

Autor artykułu: (mars)

Piłka nożna: Mikołajkowy futbol

Wednesday, December 20th, 2000

W sali gimnastycznej SP 9 rozegrano Mikołajkowy Turniej Piłki Nożnej. Rywalizowali uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów. Wśród szkół podstawowych pierwsze miejsce zajęła SP 38. W eliminacjach reprezentacja SP 38 zremisowała bezbramkowo z ,dziewiątką”, pokonała 5:0 SP 13, i 4:0 SP 41.

W meczu o pierwsze miejsce zremisowała w regulaminowym czasie gry z SP 41 1:1. Chłopcy z SP 38 byli jednak lepsi w egzekwowaniu jedenastek, wygrywając 2:1.Trenerem drużyny był Przemysław Kożuch, a w jej barwach grali: Kamil Kasztelan, Adam Sowa, Paweł Juszczyk, Marcin Różycki, Arnold Stolarski, Jakub Wojtala, Rafał Redziszewski, Andrzej Pluciński, Piotr Banasiak, Kamil Synowiec. W kategorii gimnazjów zwyciężyło Gimnazjum 9.

- Takie turnieje są potrzebne. Dzięki nim młodzi chłopcy poznają smak sportowej rywalizacji. Dlatego tym większe słowa uznania należą się pani dyrektor SP 38 Annie Dymek i nauczycielom z SP 9, którzy już po raz piąty byli organizatorami zawodów – mówi Kożuch.

Drużyna SP 38 ma już swoją renomę w Częstochowie. W ubiegłym roku również wygrała rywalizację podstawówek. Młodzi adepci futbolu dobrze radzą sobie również w rozgrywkach dzielnicowych ośrodków sportowych.

Autor artykułu: (KP)