Bank PKO BP udzielił w piątek Hucie Katowice pożyczkę, która przeznaczona została na spłatę 30 milionów złotych odsetek od zaciągniętego dwa lata temu na rozwój zakładu kredytu. Gdyby tak się nie stało, największemu w Polsce zakładowi metalurgicznemu, zatrudniającemu 6,5 tysiąca osób, groziłby upadek.
Termin ultimatum postawionego HK przez konsorcjum siedmiu banków, które w 1998 roku udzieliły zakładowi czterystumilionowego kredytu, upływał w czwartek. Pieniądze udało się jednak zgromadzić dopiero w piątek.
- Przelaliśmy już na konto wierzycieli wymaganą kwotę – mówi Paweł Podsiadło, prezes Towarzystwa Finansowego Silesia. – Jednodniowa zwłoka spowodowana była bardzo trudnymi negocjacjami z PKO BP. Nie mogę mówić o szczegółach rokowań. Powiem tylko, że huta pieniądze dostała na drakońskich warunkach.
Szefowie huty nie mieli jednak wyjścia. W HK pieniędzy brakuje nawet na zakup najbardziej potrzebnych do produkcji surowców. Aby skrócić procedury przyznawania kredytu utworzono kilka dni temu TF Silesia, powstałe na bazie należącej do huty spółki HK Stal. Skarb państwa wniósł tu należące do niego akcje siedmiu firm, które szacunkowo warte są około 200 milionów złotych.
Wczoraj przez kilka godzin obradował w HK zarząd, który prowadził narady z powołanymi kilka dni temu czterema zespołami antykryzysowymi.
- Cieszymy się z tego, że udało się zdobyć pieniądze na spłatę odsetek – powiedział nam jeden z dyrektorów huty. – Sytuacja zakładu pozostaje jednak w dalszym ciągu bardzo trudna. Przecież my potrzebujemy bardzo szybko 150 milionów złotych na zapewnienie bieżącego funkcjonowania zakładu. O takich pieniądzach nikt na razie nie mówi, a przecież bez nich grozi przerwanie ciągłości pracy wielu linii technologicznych.
Kilka dni temu okazało się jednak, że zadaniem TF Silesia będzie nie tylko ratowanie przeżywającej dramatyczne chwile Huty Katowice. Decyzją rządu wniesiono tu również akcje trzech innych firm, z zadaniem poręczenia wartego 55 milionów złotych kredytu, który z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska otrzymać ma siemianowicka Walcownia Rur ,Jedność”.
- Minister skarbu państwa poprosił Radę Ministrów o zgodę na tę transakcję – tłumaczy Agnieszka Dłuska z biura prasowego MSP. – Stało się tak na wniosek ministra gospodarki. Inwestycja w Hucie ,Jedność” ma bowiem kluczowe znaczenie dla realizacji programu restrukturyzacji hutnictwa żelaza i stali w naszym kraju.
Decyzja rządu wywołała jednak spore kontrowersje w hutniczym środowisku. Chodzi bowiem o to, że akcjami należącymi do skarbu państwa udzielono gwarancji na kredyt, którym finansuje swą inwestycję prywatna firma. Udziałowcami walcowni są bowiem takie firmy jak Stalexport, Kulczyk Holding, Fundusz Górnośląski, czy należąca do znanego śląskiego biznesmena Aleksandra Ćwika firma Budus. Ta ostatnia jest jednym z podwykonawców siemianowickiej inwestycji.
- W Siemianowicach bezrobocie już jest bardzo wysokie, ale gdyby całkowicie upadła Huta ,Jedność”, sięgnęłoby prawdopodobnie 35 procent – mówi Andrzej Reczyński, prezes walcowni. – Udzielone nam gwarancje nie są przyznane kosztem Huty Katowice ani kogokolwiek innego. Nie rozumiem kierowanych w naszą stronę pretensji. Tak nowoczesnej walcowni jaka powstaje w Siemianowicach nie ma w całej Europie. Nasza inwestycja to ucieczka od problemów ,do przodu”.
Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ