Powalczą o medal?

July 18th, 2002

Dzisiaj kadetki Czarnych Sosnowiec wyjeżdżają na finałowy turniej piłkarski Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży (OOM). Na boisku w Jeleniej Górze przeciwniczkami podopiecznych Tadeusza Grędy będą 16-letnie futbolistki Stilonu Gorzów Wielkopolski, Kusego Kielce, Pragi Warszawa, Zamłynia Radom, Victorii Sianów, TKP Toruń i Zametu Strzebnica.

Rywalizacja o medale OOM potrwa do wtorku.

Autor artykułu: (wow)

Kostka na wagę złota

July 18th, 2002

Wodzisław pięknieje, ale nie wszędzie i nie zdaniem wszystkich. Stefan Górski, badacz dziejów i miłośnik miasta, nie godzi się z wylewaniem ulic asfaltem czy wykładaniem ich tak modną betonową kostką brukową, którą w dodatku zdobią różne barwne wzory. Zdaniem naszego Czytelnika, w ten sposób (po ułożeniu nowych wodociągów i sieci kanalizacyjnej) zniszczono nawierzchnie ulic Głowackiego, Styczyńskiego i Św. Jana. Taki sam los spotkał ulicę księżnej Konstancji. Teraz Czytelnik obawia się o przyszłość nawierzchni Placu Św. Krzyża i ulicy Powstańców, na której właśnie uwijają się ekipy.

- Tymczasem pod nawierzchnią zachowała się granitowa kostka, ale nikt nie myśli o jej wykorzystaniu – twierdzi pan Stefan. – Nie zwracałem się do magistratu, bo podobny skutek dałoby mówienie do ściany. Rozmawiałem jednak z panią zajmującą się zabytkami i miejskim architektem. Oboje podzielają moje poglądy. Architekt miał poruszyć temat i dać mi znać, co wskórał. Nie zdziałał widać nic, bo nie mam żadnej informacji.

Granit na Starówce pojawił się na przełomie XIX i XX wieku. Przetrwał drugą wojnę i Hitlera, ale nie przetrzymał polityki włodarzy z lat 60., którzy polecili zalać go asfaltem. Nie mogli tego znieść działacze Towarzystwa Miłośników Wodzisławia (obecnie Towarzystwo Miłośników Ziemi Wodzisławskiej). Staraniem zapaleńców powstało studium historyczno-urbanistyczne, które w 1986 roku zostało przyjęte przez rajców.

W dokumencie zapisane są wytyczne konserwatorskie dotyczące działań niezbędnych dla zachowania klimatu miasta, a więc też odkrywanie kostki. Pan Górski twierdzi jednak, że do pomysłu zapalił się tylko były prezydent Henryk Lewandowski. Za jego rządów w 1991 roku odtworzono część bruków na rynku. Podczas drugiej wojny przetoczyły się przez nie czołgi, ale szkody były niewielkie, bo kostka jest niezwykle trwała.

Winicjusz Kulej, szef magistrackiego Wydziału Urbanistyki i Architektury, zgadza się z Czytelnikiem. Zastrzega jednak, że trudno od ręki informować go o każdej decyzji. Dodaje też, że władzom zależy na zachowaniu zabytkowego charakteru miasta. Problem w tym, że kostka przetrwała tylko w części ulic. Reszta uległa zniszczeniu podczas różnych robót ziemnych prowadzonych po wojnie. Potwierdza to Janina Szymecka-Pysz, naczelniczka Wydziału Inwestycji. Niemożliwe jest więc wyłożenie wszystkich ulic granitowymi brukami, bo trzeba byłoby po prostu je zakupić, co wiązałoby się z ogromnymi kosztami.

- Tym bardziej każdy kawałek zachowanej kostki granitowej jest na wagę złota – podkreśla pani naczelnik. – Odzyskujemy ją, czyścimy z asfaltu, wykorzystujemy do wykładania ulic. Tą kostką częściowo zostanie wyłożona ulica Powstańców, częściowo pojawi się tam tzw. starobruk, czyli kostka współczesna, ale pasująca do tej zabytkowej. Jest to uzgodnione z konserwatorem.

Ulica Powstańców oraz łącznik z ul. Krótką i Średnią (w okolicach skrzyżowania z ul. księżnej Konstancji) odzyskają więc dawny klimat. Pozostałe trakty muszą poczekać, aż znajdą się pieniądze w gminnym budżecie. W magistracie zapewniają, że nie zapomną o ulicach księżnej Konstancji i Św. Jana, które asfaltem i betonem zostały wylane tylko tymczasowo.

Autor artykułu: ELŻBIETA PIERSIAKOWA

Powstał rewir, ale likwidowany jest komisariat w centrum

July 17th, 2002

Pod numerami telefonów do Komisariatu nr II w Parku Śródmiejskim już nie usłyszymy głosu oficera dyżurnego. Komisariat, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, przestaje w tym miejscu istnieć. Większość rzeczy, w tym m.in. archiwum policyjne, już zostało przeniesione do budynku Komendy Miejskiej przy ul. Piłsudskiego 11. W zamian uruchomiono Rewir Dzielnicowych przy ul. Kościuszki 7.

- Dzielnicowi będą mieli do dyspozycji radiowóz i na pewno wpłynie to na bezpieczeństwo w centrum miasta. Ponadto policjanci w centrum i w Gołonogu będą mieć do dyspozycji po dwa rowery. Reszta policjantów z Komisariatu nr II przenosi się do budynku Komendy Miejskiej, gdzie będą zaczynać i kończyć służbę. Teren, który mają patrolować, jest taki sam, jak przed przenosinami – wyjaśnia młodszy inspektor Józef Zieliński, komendant KMP w Dąbrowie Górniczej.

W 2001 r. zlikwidowano Komisariat nr II przy ul. III Powstania Śląskiego. Część policjantów od tego czasu stawiała się na służbę w budynku Komendy Miejskiej lub w innych komisariatach na terenie miasta, w tym w komisariacie nr IV, który otrzymał po likwidowanej placówce nr II. Teraz przy ul. III Powstania Śląskiego 4 jest Rewir Dzielnicowych, a resztę pomieszczeń w tym budynku zaadaptowano na mieszkania dla policjantów.

Teraz zostaje zlikwidowany Komisariat w tzw. Małpim Gaju (w zabytkowym budynku, gdzie od niepamiętnych czasów mieściła się najpierw komenda milicji, potem komisariat policji. Za sam prąd KMP miesięcznie płaciło tu 9 tys. zł). Tymczasem utrzymanie pomieszczeń nowego rewiru przy Kościuszki, które użyczyła policji SM “Lokator”, kosztują miesięcznie 380 zł.

Teraz ponad 50 osób sprawujących do tej pory służbę w budynku Komisariatu nr II, będzie pracować w budynku Komendy Miejskiej. Przygotowano dla nich pokój socjalny, pomieszczenia, biura i szatnie. Są także garaże na radiowozy. Policja kupi jeszcze dodatkowo 5 boksów, by żadne z aut nie stało pod gołym niebem.

Tych zmian obawiają się nie tylko mieszkańcy, ale także sami policjanci, którzy uważają, że w budynku Komendy Miejskiej może być ciasno. Choć są podobno plany rozbudowy budynku, nic o inwestycji na razie nie słychać.

Zabytkowy budynek Komisariatu nr II ma być do końca sierpnia przekazany miastu.

- Na razie jeszcze nie wiemy, na jaki cel będzie przeznaczony odzyskany przez miasto obiekt – wyjaśniała Aneta Nowak z Zespołu Prasowego UM w Dąbrowie Górniczej.

Pewne jest, że albo gmina, albo przyszły dzierżawca budynku, będą musieli przeprowadzić gruntowny remont obiektu i to pod nadzorem konserwatora zabytków.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Dzika piłka

July 17th, 2002

Wczoraj w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji “Centrum” w Wodzisławiu zakończył się turniej drużyn dzikich w piłce nożnej. W wakacyjnych rozgrywkach, które trwały osiem dni, uczestniczyła rekordowa liczba dzieci. Codziennie na stadion przychodziło po ponad dwieście osób!

- Byli to chłopcy nie tylko z Wodzisławia, ale także z Rybnika, Raciborza i pobliskich miejscowości – mówi Roman Zieliński, współorganizator turnieju i opiekun dzieci.

Mecze odbywały się nawet w sobotę. Osobno rozgrywali uczniowie szkół podstawowych i gimnazjaliści. Mistrzami w młodszej grupie został zespół Korei. Drugie miejsce zajęły Talibachy. Wśród drużyn starszych wygrała ekipa Portugalii. Opiekę nad dziećmi sprawował także Adam Mokry, instruktor sportu z MOSiR-u.

Autor artykułu: (isa)

Szykuje się półtorej tysiąca miejsc pracy

July 17th, 2002

Wybudowanie kosztem 40 mln euro (ponad 160 mln zł) fabryki produkującej rocznie milion automatycznych suszarek do bielizny rozważa w Siewierzu Grupa Electrolux. Przeniesiona byłaby tam produkcja z włoskich i niemieckich zakładów Electroluksa.

W Siewierzu od kilku lat działa już montownia oraz baza logistyczna tego koncernu. Electrolux Production Poland przy montażu ok. 200 tys. suszarek zatrudnia 50 osób. Nowa fabryka ma powstać do 2006 r. i zatrudniać blisko pół tysiąca osób.

- Czy inwestycja dojdzie do skutku, zależy głównie od uregulowania stanu prawno-własnościowego gruntów – mówi Zbigniew Sporna, szef siewierskiej montowni. – Rozważane są również inne lokalizacje.

- Każda firma tworząca nowe miejsca pracy może liczyć na pomoc samorządu. Electroluks przekonał się o tym, lokalizując w Siewierzu montownię – dodaje Janusz Majczak, burmistrz Siewierza. – Oczekujemy jednak, że pierwszeństwo w przyjęciu do pracy będą mieli mieszkańcy naszej gminy.

Planowana fabryka suszarek wymaga jednak wybudowania drogi do trasy DK-1.

- Opracowanie koncepcji układu komunikacyjnego oraz sfinansowanie budowy drogi spadnie na inwestora – mówi Krzysztof Raj z katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

- Z doświadczeń wiemy, że firmy nie unikają tego typu dodatkowych inwestycji – dodaje Zdzisław Banaś, członek Zarządu Powiatu Będzińskiego. – Oczekują jednak szybkich działań administracyjnych, a te blokowane są często przez protesty mieszkańców. Negatywnym przykładem są np. kłopoty Kreiselera z zakładami w Łagiszy.

Problem dla Electroluksa może być fakt, że kilka działek, przez które ma przebiegać planowana droga, oraz teren bocznicy kolejowej mającej znaleźć się na terenie fabryki, mają nieuregulowany stan prawny.

- Przyspieszymy wydanie odpowiedniej decyzji – deklarował na spotkaniu z przedstawicielami Electroluksa wicewojewoda Marek Sztolcman.

- Powstanie nowej fabryki na pewno poprawi sytuację na lokalnym rynku pracy – dodaje Zdzisław Banaś.

Na terenie powiatu będzińskiego bez pracy zostaje 13 tys. osób, a szkoły co rok opuszcza 1,5 tys. absolwentów.

Autor artykułu: (wow)

Przyleci “Bocian”?

July 16th, 2002

Szpital im. dr. A. Mielęckiego został rekomendowany do tytułu “Szpital przyjazny dziecku”. Trzy dni wizytował placówkę zespół oceniający działający w ramach Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią, który jest agendą UNICEF i Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce. Prestiżowy tytuł sprawi, że szpital stanie się pięćdziesiątym w kraju tak uhonorowanym spośród 431 mających oddziały położnicze.

Maria Welento-Tyszko, specjalista pediatra i przewodnicząca zespołu oceniającego szpitale, omawiała zasady i przesłanie programu, popularnie zwanego “Bocianem”.

- Dla zdrowia dziecka i matki optymalnym sposobem żywienia jest naturalny pokarm. UNICEF i WHO od wielu lat starają się odwrócić błędny krąg, jaki powstał przez wprowadzenie sztucznej żywności na skalę przemysłową w XX w. Uznano to za największy błąd medyczny ubiegłego wieku. Liczni utytułowani medycy byli związani z firmami produkującymi taką żywność i wmawiali przez dłuższy czas, że na tym polega nowoczesność. Obecnie znamy nie tylko korzyści naturalnego karmienia, ale i szkody wynikające ze sztucznego żywienia – tłumaczy pani doktor.

W 1989 r. WHO i UNICEF wydały dokument propagujący karmienie piersią i podkreślający rolę opieki okołoporodowej. Zawiera on m.in. 10 punktów zwanych krokami do udanego karmienia piersią, które wskazują na zasady postępowania dla placówek zajmujących się przyjmowaniem porodów. Powinny być one spełnione w 80 proc. Realizacja ,dekalogu” jest podstawą wystąpienia szpitala o przeprowadzenie oceny z zewnątrz. Na podstawie wywiadów z matkami, ankiet, rozmów z personelem, uczestniczenia w porodach oraz pierwszych chwilach matki i dziecka przyznaje lub nie rekomendację do tytułu Komitetowi UKP. Wydaje się jednak niemożliwością, aby szpital nie był przyjazny dziecku…

- Matka zrobi awanturę, ojciec wpisze się do książki skarg i zażaleń, a maluszek może się zrobić tylko markotny, przestanie jeść, popadnie w różne choroby, alergie itd. – tłumaczy Maria Welento-Tyszko. Dodaje też, że realizacja “Bociana” nie pociąga żadnych finansowych nakładów: – Jeżeli szpital jest zapyziały, a dyrektor mówi, że nie stać go na ogrzewanie sali porodowej powyżej 20 stopni, obiekt powinien być zamknięty – podkreśla.
Chorzowski szpital od trzech lat wprowadza program.

- Początki były bardzo trudne, bo trzeba było zmienić nawyki sztucznego żywienia, umożliwiać matkom kontakt z dzieckiem zamiast dla wygody personelu umieszczać je w inkubatorze albo uciszać dokarmianiem. Program wymaga indywidualnego dotarcia do każdej matki i wielkiego zaangażowania pracowników. Myślę, że udało nam się to osiągnąć – mówi Andrzej Hatossy, dyrektor szpitala.

Zdarza się jednak, że kobieta nie chce karmić piersią, chociaż jest świadoma korzyści i dobrodziejstw.

- Bardzo trudno walczy się z panującymi jeszcze do niedawna stereotypami. Z dnia na dzień nie da się zmienić nastawienia kobiet, a nikogo nie można zmuszać. Te przypadki przewiduje właśnie 20 procentowy margines. Trzykrotnie już przeszkoliliśmy personel i efekty są widoczne – podkreśla dr n. med. Bogdan Kamiński, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego. Potwierdza to raport komisji, mówiący, że 90-100 proc. matek naturalnie karmi swoje pociechy.

- Niektóre matki nie chcą przebywać z dzieckiem całą dobę. Pewna pacjentka rodziła piąte dziecko, ale ze względu na wcześniejsze doświadczenia wciąż bała się porodu. Nie chciała karmić, ale udało się ją do tego przekonać. Dlatego tak ważne są rozmowy, uświadamianie problemu, pomoc w znoszeniu bólu, a przede wszystkim cierpliwość w zdobywaniu zaufania. Bardzo ważną rolę odgrywa także szkoła rodzenia – mówi Agnieszka Gil, położna.

10 punktów obejmuje m.in. sporządzenie zasad postępowania sprzyjających karmieniu piersią; przeszkolenie wszystkich pracowników; informowanie kobiet ciężarnych o korzyściach i postępowaniu w czasie karmienia piersią; pomoc matkom w nauce karmienia; niedokarmianie i niedopajanie noworodków, za wyjątkiem szczególnych wskazań medycznych; stosowanie roomingu umożliwiającego matce przebywanie razem z dzieckiem od urodzenia przez całą dobę; niepodawanie smoczka niemowlętom karmionym naturalnie.

Autor artykułu: JUSTYNA CYRUS

Po raz pierwszy w śląskim zoo wykluły się czarne łabędzie

July 16th, 2002

W naturalnym środowisku przyrodniczym żyją jedynie w dalekiej Australii, Nowej Zelandii i Nowej Gwinei. W Polsce czarne łabędzie można zobaczyć tylko w kilku ogrodach zoologicznych i o przychówek tego gatunku ptactwa jest bardzo trudno. W chorzowskim zoo jednak poradzono sobie z tym jakoś i od kilku dni zwiedzający mogą oglądać całe stadko czarnych łabędzi, w tym pięć dopiero co wyklutych łabędziątek. Dr Sabina Cieśla, asystent hodowlany w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym, podkreśla, że to pierwsze takie narodziny w Chorzowie. Parę, która ma młode, sprowadzono przed ośmiu laty z zoo w Krakowie.

- Od dłuższego czasu łabędzie przymierzały się do lęgów, ale nic z tego nie wychodziło. Tym razem założyły gniazdo na wyspie na stawie i z siedmiu złożonych przez samicę jaj wykluło się pięć młodych. To piątka na schwał, radzą sobie bardzo dobrze, a rodzice troskliwie się nimi opiekują. Mamy dwie dorosłe pary czarnych łabędzi. Starsza nareszcie doczekała się potomstwa. To dość rzadkie wydarzenie.
Łabędziątka są na razie szare, ale gdy podrosną, będą miały czarne upierzenie z dodatkiem niewielu białych lotek. W ciągu ostatnich kilku miesięcy rodzina naszych ptaków powiększyła się o wiele ciekawych gatunków. Wykluły się między innymi gęsi nilowe, ohary, ślepowrony, ibisy i puchacze. Te ostatnie były trzy i powędrowały zaraz do Wolińskiego Parku Narodowego. Za kilka miesięcy spodziewamy się potomków emu – wylicza Sabina Cieśla, która najlepiej zna chorzowskie ptactwo.

W Polsce można spotkać najczęściej łabędzia niemego, który pospolicie występuje też na akwenach Śląska. Jest biały i odznacza się koralowoczerwonym dziobem. Można też zobaczyć, choć rzadziej, łabędzia krzykliwego z czarnożółtym dziobem i czarnodziobego łabędzia małego. W Ziemi Ognistej i Patagonii żyje ciekawie upierzony łabędź czarnoszyi. Żaden z tych gatunków nie jest jednak tak atrakcyjny dla oka, jak łabądź czarny, którego widujemy bardzo rzadko.

- Łabądź czarny w naturze prowadzi osiadły albo koczowniczy tryb życia, najchętniej na terenach bagiennych. W Chorzowie staramy się stworzyć przychówkowi jak najlepsze warunki. Nasze małe będą jeszcze przez jakiś czas szare. To na razie bardzo jasny odcień szarości. Będą mieć ciemne nogi i jaskrawoczerwony dziób. Na razie trzymają się razem z matką, pływają po stawie, chętnie wychodzą na brzeg. Ojciec łabędziej rodzinki cały czas czuwa, “patroluje” staw, rozpościera skrzydła i stara się odpędzić potencjalnych intruzów – mówi Aleksandra Syguda, asystent dydaktyczny w zoo.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Na horyzoncie

July 16th, 2002

W sumie 140 pełnometrażowych filmów fabularnych oraz ponad 100 średnio- i krótkometrażowych pochodzących z 35 krajów zobaczą uczestnicy drugiej edycji Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty, który w czwartek rozpocznie się w Cieszynie.

Impreza potrwa dziesięć dni i zakończy się wyłonieniem najlepszego filmu przeglądu. Do konkursu zgłoszono 17 nie prezentowanych dotąd w Polsce filmów, które wybrane zostały przez organizatorów spośród setek tytułów pokazywanych na międzynarodowych festiwalach.

Pokazy odbywać się będą w Teatrze im. A. Mickiewicza, kinach Akademickim oraz Piast i Domu Narodowym. Codziennie zaplanowano pięć projekcji w czterech miejscach jednocześnie.

- Już boję się najazdu widzów – mówi Andrzej Łyżbicki, dyrektor teatru, który wczoraj do wieczora krzątał się po foyer, gdzie przebiega właśnie dawno planowany remont. Cyklinowane są podłogi, uzupełniane złocenia i malowane ściany. Wszystko ma być gotowe na czwartek. Sala teatralna zamieniona na kinową już czeka na widzów.

- Przygotowywaliśmy się na to wydarzenie od pół roku. Zaadaptowaliśmy pomieszczenie na salę projekcyjną, mamy dźwięk przestrzenny, nową wentylację – wylicza dyrektor teatru.

Nieco nerwowy jest też Roman Gutek, szef firmy Gutek Film, która organizuje festiwal. – To ogromne przedsięwzięcie finansowe. Ryzykuję kilkadziesiąt tysięcy złotych. Chciałbym, żeby wszystko poszło zgodnie z planem – mówi ,Dziennikowi” Gutek, który od września, gdy zaczął załatwiać imprezę w Cieszynie (przeniósł ją tutaj z Sanoka), był nad Olzą 20 razy.

W Cieszynie nie widać na razie zwiększonego ruchu turystycznego związanego z wielkim festiwalem. Większość widzów zjedzie do miasta dopiero w środę i czwartek. Na te dni w hotelach jest najwięcej rezerwacji.

- Mamy już wykupionych połowę miejsc. Im bliżej festiwalu, tym o nocleg będzie trudniej – tłumaczą w hotelu Halny i radzą spieszyć się z rezerwowaniem pokoi.

Na razie karnety (po 200 zł) zamówiło u organizatorów prawie 1000 osób. Akredytowało się też ponad 30 dziennikarzy. Z gwiazd na pewno przyjadą pochodzący z Cieszyna znakomity operator filmowy Kurt Weber, polski reżyser Kazimierz Kutz, rosyjski reżyser Aleksander Sokurow, włoska aktorka Laura Betti grająca w filmach Pasoliniego oraz muzycy Leszek Możdżer, Maciek Maleńczuk i grupa Myslovitz, którzy podczas imprezy zagrają muzykę do niemych filmów.

- To nie są Międzyzdroje, tylko festiwal kina, ambitnego filmu, nie gwiazd – wyjaśnia Roman Gutek. – Widzowie zobaczą wiele obrazów, których normalnie w Polsce nie można uświadczyć. Repertuar jest trudny, wyrafinowany, dla koneserów, choć w programie są też pozycje dla szerszej publiczności i dzieci.

Festiwal otworzy w czwartek najnowszy film Pedro Almadovara “Porozmawiaj z nią”. Według wielu krytyków to najlepsze dzieło tego reżysera. Filmem zamykającym festiwal będzie “Ziemia niczyja” reżysera Danisa Tanovića – laureata tegorocznego Oscara za najlepszy film zagraniczny.

- To świetne zrządzenie losu, że pan Gutek przeniósł festiwal z Sanoka do Cieszyna. Liczę, że to miasto ze znakomitym zapleczem i położeniem sprawdzi się. Chciałbym, żeby w przyszłości młodzi ludzie przyjeżdżali do Cieszyna z namiotami, a ten festiwal był dla kinomanów, nie tylko z Polski, największą imprezą wakacyjną – przekonuje Kazimierz Kutz.

Przedsprzedaż biletów na Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty rozpocznie się dzisiaj w Domu Narodowym i potrwa do 17 lipca.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Bezkrwawe łowy

July 15th, 2002

Myślistwo to piękny sport. Mam go we krwi. Pochodzę z najliczniejszej rodziny myśliwskiej w Polsce. Wychowywałem się w takim klimacie. Od małego chodziłem z ojcem i dziadkiem na polowania i strzelnicę – mówi 21-letni Łukasz Stemplewski z Kielc. Wraz ze 167 innymi strzelcami z 49 okręgów łowieckich uczestniczył w miniony weekend w II Mistrzostwach Polski w Strzelaniu Mistrzów Myśliwskich. Na strzelnicy Polskiego Związku Łowieckiego w Kochcicach rywalizowała elita z Polski. Rozegrano sześciobój myśliwski. Zawodnicy sprawdzali celność swoich strzałów oddawanych z broni kulowej do celów nieruchomych: lisa i rogacza stojących w odległości 100 metrów oraz do sylwetki dzika biegnącego, od którego dzieliło ich 50 metrów. Sylwetki zwierząt były podzielone na 10 pierścieni. Liczyła się suma trafień. Kolejne cztery konkurencje były rozgrywane z użyciem broni śrutowej. Krąg myśliwski – podobny do sportowego skeeta, polega na strzelaniu do tzw. rzutek – małych talerzyków z masy bitumicznej wyrzucanych w górę przez wyrzutnię. Sześć razy w powietrzu pojawiają się podwójne rzutki lecące w przeciwnych kierunkach. Trafione rozsypują się w pył.

- Oś myśliwska obejmuje dwie serie strzałów do rzutek. 10 jest oddanych z miejsca stałego, a drugie tyle z tzw. podchodu. Strzelec robi kilka kroków jakby szedł ścieżką imitującą polowanie na kuropatwy – tłumaczy Tomasz Łącki, sędzia główny zawodów. – Kolejna konkurencja to strzelanie na tzw. przelotach, które wygląda jak polowanie na kaczki czy bażanty. Każdy z zawodników trzykrotnie oddaje strzały z trzech stanowisk, a na koniec do jednej serii wybiera sobie dowolne stanowisko.

Widowiskową konkurencją wywołującą emocje nie tylko wśród widzów, ale i zawodników było strzelanie do biegnącego zająca. Z Edwardem Ottomańskim z Giżycka, zajmującym się myślistwem od 20 lat, szarak nie miałby szans na polowaniu. Myśliwy w każdej serii bezbłędnie trafiał do biegnącego zająca.

- Strzelam od dziecka, trudno więc nie umieć trafić. Nauczyłem się od ojca, po nim odziedziczyłem tę umiejętność – skromnie przyznaje.
W Polsce jest około stu tysięcy myśliwych. Na zawodach w Kochcicach rywalizowali najlepsi z najlepszych.

- Mistrzostwa mistrzów Polskiego Związku Łowieckiego są rozgrywane raz do roku – mówi sędzia Łącki. – Mają w nich prawo wziąć udział strzelcy, którzy w drodze eliminacji i podczas zawodów rozgrywanych w ciągu roku uzyskali najlepsze wyniki.

Antoni Piekarski z Leszna, zajmujący się myślistwem od 27 lat podkreśla, że zawody strzeleckie to takie bezkrwawe łowy.

- Sprawdzają poziom szkolenia strzeleckiego w Polskim Związku Łowieckim. Myśliwi powinni celnie, skutecznie strzelać, żeby kule uśmiercały zwierzynę, a nie raniły jej, nie kaleczyły. Myślistwo powinno być etyczne – mówi.

Polowania – jak podkreślają myśliwi – mają regulować stan populacji danego gatunku, ponieważ łowiska mają określoną pojemność. Są w stanie wyżywić tylko określoną liczbę zwierzyny. A jej nadmiar daje się także we znaki uprawom rolnym.

Myśliwi przyznają, że choć polowania przynoszą wiele emocji, na zawodach poziom adrenaliny jest wyższy.

- Tu jest większa rywalizacja – mówi Antoni Piekarski. – Na polowaniu stoi się godzinami w oczekiwaniu na zwierza. Tu myśliwy ma pewność, że rzutka wyleci, a zając przebiegnie. Trzeba tylko popisać się celnością.

Myślistwo to kosztowny sport. Najtańszy sztucer kosztuje około 2,6 tys. zł, luneta 1 tys. marek.

- Do tego trzeba wydać pieniądze na kule. Jeden strzał do dzika kosztuje 1,50 zł, do rogacza 2,50 zł, za śruty trzeba zapłacić 60 gr, a za rzutki 50 gr – mówi Piotr Mikołajczak z Opola, zdobywca Diamentowego Wawrzynu przed dwoma laty. – Sprzęt w tym sporcie nie jest jednak najważniejszy. Strzelam z kija – śmieje się porównując swój czeski ZKK z kosztowną bronią renomowanych firm, jaką mają jego koledzy. – Do osiągnięcia sukcesów w strzelaniu potrzebny jest talent, trening i dużo szczęścia.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Jubileuszowa pielgrzymka

July 15th, 2002

Około 200 tysięcy osób uczestniczyło wczoraj w X Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Uroczystą mszę dla pątników odprawił przed szczytem bp Stanisław Stefanek, ordynariusz diecezji łomżyńskiej. Pielgrzymi wysłuchali na jasnogórskich błoniach koncertu reprezentacyjnego zespołu Wojska Polskiego oraz orkiestry górniczej.

Autor artykułu: (vig)