Bank nie chce kredytować inwestycji “Kwadratu”

July 15th, 2002

Nie ma pieniędzy na bytomski “Kwartał”. Sytuacja może się zmienić, jeśli spółka wynegocjuje nową umowę z PKO BP. Pertraktacje rozpoczęły się w piątek. “Kwartał” to spółka przedstawicieli prywatnych i publicznych, w której przewagę ma Bytomskie Przedsiębiorstwo Komunalne (100 proc. udziałów ma gmina). Poza tym znajdziemy w niej Mostostal, PBK-BIS, Cagro i piekarski Mirbud.

Spółka nie ma z czego finansować inwestycji, bo luksusowy kompleks w centrum miasta budowano ze środków własnych i kredytów bankowych. Gdy podpisywano pierwszą umowę, nie było jeszcze pozwolenia na budowę, więc bank, PKO BP, wypłacił tylko jedną transzę, która starczyła na realizację pierwszego etapu inwestycji.

- W tej chwili spełniamy już wszystkie warunki – wyjaśnia Krystyna Jastal, prezes BPK.

Umowę z PKO BP trzeba od nowa negocjować. Pertraktacje potrwają jeszcze co najmniej miesiąc. BPK jest jednak dobrej myśli.

- Chcemy, aby całość została oddana do użytku w 2004 roku, na święto 750-lecia Bytomia – mówi Krystyna Jastal. Prace przy budowie hotelu przy ul. Jainty zakończyły się w połowie roku. Za kilka miesięcy do użytku miał zostać oddany kompleks budowany przy ulicy Kwietniewskiego, składający się z części handlowej, usługowej, parkingowej i mieszkalnej.

Rewitalizacja części “Kwartału” jeszcze miesiąc temu zbliżała się do końca. Najbardziej zaawansowana była budowa hotelu (na początku ma tu być 50 miejsc hotelowych) o metrażu 1800 metrów kwadratowych, w którym klienci będą mogli korzystać z basenu, siłowni, sal konferencyjnych, restauracji i baru. Przy ul. Kwietniewskiego w podziemiach będzie mieścił się parking na 200 samochodów, pasaż handlowo – usługowy, a nad nimi biura i mieszkania. Za metr kwadratowy mieszkania w “Kwartale” trzeba będzie zapłacić 2 tys. zł.

- To będą mieszkania na miarę XXI wieku, z klimatyzacją i Internetem – mówi Jastal. – Są już nawet chętni.

Na razie jednak sprzed “Kwartału” zniknęły wszystkie maszyny budowlane. Czy to z powodu kłopotów finansowych?

- Teraz prace prowadzone są wewnątrz hotelu, który chcemy jak najszybciej sprzedać lub wydzierżawić – wyjaśnia Jastal.

Autor artykułu: DOROTA NIEĆKO

W rycerskim gronie

July 12th, 2002

W Mikołowie gościło 11 rycerzy Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej. Uroczystym obchodom 780-lecia miasta towarzyszyły bowiem XII Mistrzostwa Rzeczpospolitej Polskiej w strzelaniu z kuszy historycznej.

- Chociaż w naszym bractwie nie ma kuszników, zostaliśmy zaproszeni, by zaprezentować pokazy walk pieszych i konnych – mówi Marek Kuśmierski, starosta Bractwa Rycerskiego. – Wszystkie bractwa brały udział najpierw w uroczystym pochodzie ulicami miasta, potem odbywały się zawody i pokazy walk, a wieczorem, po biesiadzie rycerskiej, zorganizowaliśmy napad na wioskę. Wspaniale wyglądały znikające w płomieniach domy i lamentujące, ubrane na biało dziewice. Gdy makieta przedstawiająca wieś już się spaliła i płomienie zaczęły atakować pobliskie drzewa, do akcji dołączyli strażacy.

W Mistrzostwach brało udział siedem drużyn kuszniczych z całej Polski. Podobnie jak w latach ubiegłych wygrali (drużynowo i indywidualnie) kusznicy z Czerwionki, jedyne bractwo kusznicze w południowej Polsce, które również w przyszłym roku będzie gospodarzem imprezy.

Autor artykułu: (iwo)

Najlepsze witaminy…

July 12th, 2002

Półfinały konkursu Najpiękniejsza Dziewczyna Polski odbyły się w niedzielę w małopolskim Chrzanowie. Wśród ubiegających się o tytuły panien były dwie bielszczanki. Obie odniosły w Chrzanowie sukces. 19-letnia Monika Kusion, panująca w tym roku Miss Beskidów, jako jedna z 12 dziewcząt zakwalifikowała się do finałów, które odbędą się we wrześniu w Warszawie. Jej o rok starsza koleżanka, Renata Sporek, została Miss Publiczności.

- Konkurencja była duża, ale i zabawa świetna. Nie ukrywam, że było trudno – powiedziała nam po powrocie z Chrzanowa Monika Kusion.

Ma 176 cm wzrostu, zielone oczy, blond włosy i codziennie spotkać ją można w rejonie Wapienicy i Jaworza, gdzie regularnie biega po 40-45 minut. W tym roku zdała maturę w Bielskiej Szkole Przemysłowej. Teraz najprawdopodobniej skorzysta z nagrody, która przysługuje jej jako Miss Beskidów, czyli wartego 4 tys. dolarów stypendium, pokrywającego koszty trzyletniej nauki w prywatnej Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania. Wcześniej była przekonana, że po maturze będzie studiowała w Łodzi projektowanie odzieży. Nie wyklucza w przyszłości powrotu do pomysłu projektowania i łódzkich studiów.

Na razie jako Miss Beskidów ma wiele różnych obowiązków. Choć teraz doszły do nich inne, związane z kolejnym konkursem, nie zamierza zrezygnować z wakacji. Lada dzień wybiera się do Chorwacji, potem do Włoch. Jako finalistka wyjedzie również do Tunezji.

Renata Sporek była najniższą uczestniczką półfinałów w Chrzanowie. Po raz pierwszy wzięła udział w takim konkursie. Woli być fotomodelką, co wprowadza w czyn działając w Beskidzkiej Szkole Piękności. Ma 166 cm wzrostu, jest jednak tak szczupła i wiotka, że wydaje się o wiele wyższa. Jedna z organizatorek imprezy Teresa Wojciechowska, powiedziała o Renacie, że jest sympatyczna, ułożona i koleżeńska.

- Było dużo ładnych dziewczyn. Wysokich, szczupłych, bardzo miłych. Było mi przykro, że nie dostałam się do finału, ale tytuł Miss Publiczności to dla mnie bardzo dużo – mówi bielszczanka.

Jest spod znaku Wodnika, najbardziej lubi kolory czarny i różowy. Blond włosy są troszkę podretuszowane farbą, a piękna opalenizna pochodzi zarówno z solarium, jak i plaży. W domu ma dwa czarne psy, pudla, który wabi się Dżeki i rotweilera o imieniu Dark. Rudy królik, który swobodnie porusza się po jej domu nie ma jeszcze imienia.

Panna Sporek jest absolwentką LO im. Mikołaja Kopernika, teraz zaliczyła pierwszy rok Akademii Techniczno-Humanistycznej w Wydziale Zarządzania i Informatyki. W wolnym czasie stara się uprawiać jak najwięcej sportów. Kiedyś uprawiała kolarstwo górskie, pływała. Lubi się spotykać z przyjaciółmi, choć w gruncie rzeczy jest domatorką. Ma starszego brata i młodszą siostrę. Cała rodzina jest zadowolona i dumna z jej sukcesu. Nawet chłopak, który na początku sceptycznie podchodził do pomysłu wzięcia udziału w konkursie piękności. Na wakacje nie wybiera się w tym roku nigdzie. Najczęściej, nawet podczas wakacji, wypoczywa w Beskidach, choć zaliczyła i kilka wojaży zagranicznych. Chciałaby wyjechać na stypendium naukowe do Danii. W dorosłym życiu chce założyć własną firmę informatyczną. Wcześniej planuje jednak zdobycie doświadczenia jako pracownik dobrze prosperującego przedsiębiorstwa tej branży.

Autor artykułu: WANDA THEN

Dla kogo SAPARD?

July 12th, 2002

Minęły trzy lata nim ruszył wreszcie SAPARD, specjalny akcesyjny program na rzecz rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich. Już od środy można składać wnioski o dofinansowanie w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

By uzyskać dofinansowania, wynoszące do 50 proc. zwrotu poniesionych kosztów kwalifikowanych (nie wlicza się w to np. kosztów wykonania dokumentacji), rolnik musi jak najszybciej (ważna jest kolejność składania dokumentów) złożyć wniosek z wymaganymi załącznikami w oddziale terenowym ARiMR.

Wśród załączników muszą się znaleźć dokumenty dotyczące identyfikacji wnioskodawcy, czyli m.in. notarialny odpis dowodu tożsamości oraz odpis dokumentu poświadczającego kwalifikacje rolnika. Dokumentem potwierdzającym staż w samodzielnym prowadzeniu gospodarstwa jest zaświadczenie z KRUS-u.

- Dla wielu, szczególnie młodych rolników, prowadzących samodzielnie gospodarstwo rolne, ten wymóg będzie trudny do spełnienia, bo część ubezpiecza się w ZUS-ie – mówi Ewa Paulewicz-Koryl, inspektor w Wydziale Rolnictwa Starostwa Powiatowego.

W załącznikach musi się też znaleźć zgoda współmałżonka na zaciągnięcie zobowiązań majątkowych i pełnomocnictwo, jeśli wnioskodawca nie występuje osobiście o pomoc w ramach funduszy SAPARD.

Rolnicy już powinni mieć (w przeciwnym razie wydłuży się moment złożenia wniosku) zaświadczenia z Urzędu Skarbowego o niezaleganiu z płatnością podatków, z KRUS-u o niezaleganiu z płatnością ubezpieczeń społecznych i z Urzędu Gminy o niezaleganiu z płatnością podatku rolnego (data wystawienia zaświadczenia nie może być wcześniejsza niż miesiąc przed złożeniem wniosku).

Potrzebne są kopie obowiązkowego ubezpieczenia budynków wchodzących w skład gospodarstwa i kopia ubezpieczenia OC z tytułu prowadzenia gospodarstwa rolnego, zaświadczenie z banku o posiadaniu odrębnego rachunku, na który ma być przekazana pomoc finansowa z SAPARD-u i udokumentowane posiadanie finansów na realizację przedsięwzięcia (aktualny wyciąg z rachunku bankowego, umowa pożyczki).

- Od stycznia we wszystkich powiatach i niektórych gminach odbywały się zajęcia warsztatowe przygotowujące do wypełniania wniosków, zostali przeszkoleni pracownicy ODR-ów, w niektórych gminach wyznaczono osoby do koordynowania działań związanych z wypełnianiem wniosków – mówi Stanisław Gmitruk, dyrektor Śląskiego Oddziału Regionalnego ARiMR. – Z naszych sondaży wynika, że w województwie śląskim jest ok. 500 rolników, którzy chcą skorzystać z SAPARD-u i spełniają warunki.

Pula pieniędzy przekazana na województwo jest dla tylu wniosków niewystarczająca. Prawdopodobnie trzeba będzie przenieść środki z innych województw. Warunkiem uzyskania refundacji jest realizowanie inwestycji zgodnie z zatwierdzonym projektem, co będą w terenie kontrolować pracownicy Agencji.

Ponadto rolnik musi dołączyć (w zależności od celu przeznaczenia pieniędzy) np. wypis z ksiąg wieczystych dotyczący nieruchomości, w której ma być realizowane przedsięwzięcie, kopię aktu notarialnego własności nieruchomości, kopie dzierżawy gruntów, budowli i budynków, zaświadczenie o prowadzonej działalności gospodarczej i zaświadczenie o jakości wody i biznesplan (44 strony skomplikowanej terminologii i wyliczeń).

Wiele czasu wymaga zgromadzenie pozwoleń i opinii, a potrzebne są pozwolenia na budowę (optymalny czas zgromadzenia dokumentacji to ok. 3 miesiące), rozbudowę, modernizację i rekonstrukcję budynków, dokumentacja funkcjonalno-przestrzenna budynków, projekt budowlany, zgoda właściciela obiektu na realizację inwestycji i wiele innych (np. zgoda służb weterynaryjnych, sanitarnych).

Wnioski można uzyskać w oddziałach rejonowych ODR lub w ARiMR. Wypełnione już, z załącznikami, należy składać w Oddziałach Regionalnych Agencji (dla województwa śląskiego odpowiednim oddziałem jest ARiMR w Częstochowie, przy ul. Sobieskiego 7).

Autor artykułu: IWONA KUŹNIAK

Całkiem inne wakacje

July 11th, 2002

Nową formę spędzenia wakacji przygotował dla dzieci Miejski Ośrodek Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Warsztaty pod hasłem ,Bądźmy kreatywni” pomagają młodym ludziom rozwijać osobowość, uczą radzenia sobie z problemami i kształtują umiejętności twórcze. Młodzi poznają grono osób, z którymi przez kilka następnych dni będą współpracować. Zajęcia obejmują sposoby radzenia sobie ze stresem, zawierają elementy profilaktyki alkoholowej.

Dzieci mogą kształtować swoje zdolności twórcze. Szczegółowe omówienie szkodliwego działania środków odurzających uzmysławia młodym ludziom jakie niosą one zagrożenie. Wszystko połączone jest z doskonałą zabawą.

Zajęcia w ośrodku odbywają się od poniedziałku do piątku, a wszelkie informacje na temat organizowanych warsztatów można uzyskać pod nr tel. 2431225 w godzinach 7.30 do 15.30. Można też zgłaszać się w siedzibie ośrodka w Rudzie Śląskiej 1 przy ulicy Bujoczka 12.

Autor artykułu: (ira)

Bezpieczne niebo?

July 11th, 2002

Po ,czarnym weekendzie” w Dęblinie i Bielsku-Białej zelektryzowała nas wiadomość jaką do redakcji przyniósł jeden z Czytelników. Pan ten z całą stanowczością twierdził, że przepisy lotnicze zliberalizowano do tego stopnia, że od prywatnych właścicieli, a zarazem pilotów jednostek latających nie wymaga się już badań lekarskich. Informację tę przekazał mu jakoby jeden z właścicieli szybowców hangarowanych na gliwickim lotnisku.

- To kompletna bzdura -twierdzi Henryk Białek, zastępca szefa wyszkolenia Aeroklubu Gliwickiego. – Nikt przy zdrowych zmysłach nie dopuściłby do lotów osoby bez ważnej licencji pilota, czyli również bez uaktualnionych badań okresowych w Głównym Ośrodku Badań Lotniczych i bez zdania okresowych egzaminów (tzw. KTT). Dokumentację dotyczącą każdego z latających u nas pilotów przechowujemy i pilnujemy jej zgodności z przepisami bardzo pieczołowicie, gdyż w razie, nie daj Boże jakiegoś wypadku, jest to pierwsza rzecz, jaką sprawdza komisja lotnicza.

Postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda bezpieczeństwo tych, którzy w letnie, upalne dni upodobali sobie wypoczynek na gliwickim lotnisku. Nie od dziś wiadomo bowiem, że niefrasobliwi gliwiczanie, głównie mieszkańcy Trynku, uporczywie nie zauważają tablic zakazujących wstępu na płytę lotniska osobom postronnym. Od lat przysparza to kłopotów obsłudze obiektu, która sama nie mając możliwości wymierzania kar pieniężnych nie zawsze może liczyć na pomoc policji.

- Sytuacja ostatnio się poprawiła. Od strony północnej obsadziliśmy murawę żywopłotem, odgradzając w ten sposób część płyty lotniska przeznaczoną wyłącznie do ruchu lotniczego od części ogólnodostępnej, na której można grać w piłkę czy opalać się – tłumaczy Antoni Klimek, dyrektor Aeroklubu Gliwickiego. – Wspólnie z ,miastem” przystąpimy niebawem do urządzenia na obrzeżu lotniska scieżki rowerowej. Trasę już wytyczono. Przebiegać będzie od ulicy Lotników w stronę giełdy, następnie zachodnim brzegiem lotniska, czyli wzdłuż działek, brzegiem śmietniska w kierunku Bojkowa.

Antoni Klimek przyznaje, że niestety w dalszym ciągu zdarzają się ludzie bez wyobraźni, którzy nawet z małymi dziećmi wchodzą na płytę lotniska, nie zważając na odbywające się loty. W każdym wypadku są jednak błyskawicznie stamtąd usuwani przez kierownika lotów, bądź osobiście przez dyrektora, który odtransportowuje ,delikwenta”samochodem do bezpiecznej strefy.

Autor artykułu: ELŻBIETA ADRYAŃSKA

Czas na młodych

July 11th, 2002

Od wczoraj w Brukseli trwają obrady Konwentu Młodych, na który została zaproszona młodzież z krajów Piętnastki oraz kandydujących. Polskę w tych obradach reprezentuje Anna Pudło, studentka IV roku prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jej kandydaturę zgłosiła senator prof. Genowefa Grabowska, która reprezentuje nasz kraj w Brukseli.

- Jest to wyjątkowa, młoda i bardzo zdolna osoba, która interesuje się Unią Europejską oraz możliwościami, jakie daje przynależność do niej. Wybrałam ją, bowiem uważam, że będzie doskonale reprezentować nasz kraj – powiedziała nam senator Grabowska.

Anna Pudło ma 23 lata i mieszka w Chorzowie. Studiuje w Katowicach i należy do najlepszych studentek. Zna dwa języki obce: francuski i angielski, a jej zainteresowania są ściśle związane z kobietami i Unią Europejską. Anna Pudło jest w trakcie pisania pracy magisterskiej, w której chce poruszyć tematy związane z kobietami, ich rolą i możliwościami w strukturach Unii. Po cichu marzy o karierze polityka i może w przyszłości będzie jedną z osób zasiadających w Parlamencie lub będzie pracowała w strukturach Unii.

- Ten wyjazd bardzo Anię ucieszył. Jest to prestiżowa sprawa i bardzo duże uznanie dla jej dotychczasowej pracy na rzecz Unii Europejskiej. Ania bardzo się Unią interesuje, zna jej strukturę, możliwości, a szczególnie bliska jest jej sprawa kształcenia młodzieży i szans, jakie daje młodemu pokoleniu wejście do Unii. To także jest kwestia znalezienia pracy – powiedziała nam Rosanna Huta z biura poselskiego senator prof. Genowefy Grabowskiej.

Autor artykułu: (BL)

Pod cudzym szyldem

July 10th, 2002

Katowicka Prokuratura Okręgowa wydała listy gończe za Januszem Kosteckim i Tomaszem Kawczyńskim, szefami spółki ,WAKO International”, których podejrzewa o wielomilionowe oszustwa. Poszukiwani zrujnowali kilkadziesiąt firm w całym kraju. Często przejmowali istniejące już przedsiębiorstwa, a następnie pod ich szyldem dokonywali wyłudzeń. Zamawiali dostawy m.in. sprzętu elektronicznego, samochodów, artykułów spożywczych czy mebli.

- Towar pobierali na tzw. przedłużony termin płatności. Nie regulowali należności, a jednocześnie składali nowe zamówienia prowadząc negocjacje dotyczące spłaty poprzednich zobowiązań – tłumaczy prokurator Tomasz Tadla z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Wyłudzone towary błyskawicznie sprzedawali za pośrednictwem podstawionych firm lub poza jakąkolwiek ewidencją. Ponadto nie płacili podatku VAT ani składek na ZUS. Ofiarami naciągaczy padli m.in. wierzyciele oraz pracownicy katowickiego supermarketu ,U Belga” kupionego w styczniu ubiegłego roku przez ,WAKO International”.

Prokuratorzy wyjaśniający kulisy działalności oszustów postawili zarzuty kilku osobom. Marek D., jeden z prezesów ,WAKO International” (choć formalnie nazwisko tego człowieka nie figurowało w rejestrze handlowym spółki) został już tymczasowo aresztowany. Natomiast Janusz Kostecki oraz Tomasz Kawczyński od ponad trzech miesięcy ukrywają się przed policją.

- Powołując ,WAKO International” podejrzani posłużyli się podrobionymi dokumentami. Już wówczas doskonale wiedzieli, że będą oszukiwać kontrahentów. Tylko na Śląsku spowodowali straty przekraczające 3 mln zł. Do tego dochodzi 400 tys. zaległych składek na ZUS oraz 100 tys. zł z tytułu podatku VAT. Podane sumy wraz z postępem śledztwa mogą ulec znacznemu zwiększeniu – informuje prokurator Tomasz Tadla.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Gra na zwłokę?

July 10th, 2002

Zwolnienia sięgające od 19,5 tys. (wariant optymistyczny) do 27,5 tys. osób (wariant radykalny), likwidacja kilku kopalń, wydłużenie efektywnego czasu pracy, zamrożenie płac w branży – o górniczym programie rządowym pisaliśmy w miniony piątek, na podstawie wypowiedzi wiceministra Marka Kossowskiego. Mnożą się jednak pytania, na które najbardziej zainteresowani nie otrzymują odpowiedzi.

Ile kopalń ma pójść do likwidacji? Które są zagrożone? Ile osób będzie musiało pożegnać się z pracą w górnictwie? – takie pytania stawiają od piątku działacze związkowi i politycy regionu. Okazuje się, że szczegółów na razie brak. Nie znają ich ani kojarzony z obecną władzą Związek Zawodowy Górników w Polsce, ani NSZZ “Solidarność”.

- Przecieków nie mamy, dywagacji nie robimy, nie znaleźliśmy żadnych szczegółów rządowego projektu zmian w górnictwie w latach 2003-2006, ani w wypowiedziach ministra Jacka Piechoty, ani wiceministra Kossowskiego – mówi Henryk Nakonieczny, szef górniczej “S”.

Zdaniem związkowców z “S” (ZZGwP będzie oceniał program rządowy dzisiaj, na specjalnej konferencji prasowej), nikt nie wskazał kryteriów, wedle których mają być likwidowane kopalnie. Uważają oni, że rząd mechanicznie podzielił 15 mln ton węgla, o które trzeba ograniczyć wydobycie, przez średnie wydobycie statystycznej kopalni i wyszła mu likwidacja 7, a może i 9. Jakich? Nie wiadomo. Zwodnicze może być kryterium dochodowości.

- O tym, która kopalnia produkuje na kraj, a która na eksport, decyduje spółka. A przecież to w znaczący sposób wpływa na wyniki kopalni – przypomina Nakonieczny. – Podobnie rzecz się ma z rentownością kopalni. To spółka decyduje, w której trzeba dokonać inwestycji, a więc przygotować ją do wydobycia i zwiększyć wydajność. Uważamy więc, że kryteria są mgliste.

Zapowiedź wielkich zwolnień wzburzyła górników, bo program SLD i rządu był jasny: dość zwolnień w kopalniach, nie ma mowy o ich zamykaniu, wykluczone jest zamrożenie płac. Teraz spełnia się czarny sen górników. Zwłaszcza że minister Kossowski ogłosił, iż resort potrzebuje dodatkowych 2 mld zł na zrealizowanie programu reformy górnictwa. Kto mu je da? Na razie nawet posłowie z Komisji Gospodarki nic na ten temat nie wiedzą.

- Wiem tyle, ile donosi prasa – przyznaje Piotr Mateja, śląski poseł Platformy Obywatelskiej, dyrektor Elektrowni Halemba. – Dopiero 16 lipca przedstawiciele rządu będą przedstawiać naszej Komisji Gospodarki program reformy górnictwa.

W tej sytuacji w kopalniach mówi się o następującym scenariuszu: 31 grudnia 2002 r. wygasa ustawa o dostosowaniu górnictwa do gospodarki rynkowej, czyli kończy się okres darowania długów. Zobowiązania sektora sięgają 20 mld zł. Rząd chce umorzyć około 12,5 mld zł. Reszta, czyli 7 mld zł, doprowadzi kopalnie do upadłości. Ogłoszą je sami prezesi spółek – którzy własnym majątkiem odpowiadają za straty – lub wierzyciele. Rząd powie: ,To nie nasza wina. My próbowaliśmy wam pomóc.” Tak jak Stoczni Szczecińskiej…?

Autor artykułu: (BS)

Wpadli zanim napadli

July 10th, 2002

Katowiccy prokuratorzy przesłuchiwali wczoraj dwóch młodych mężczyzn podejrzewanych o usiłowanie napadu na bank. Obaj są z Będzina. Jeden ukończył 18 lat, drugi jest o rok starszy. Wspólnie zaplanowali obrabowanie trzech banków w Katowicach. Pierwszym celem miała być placówka funkcjonująca na osiedlu Tysiąclecia. Przed kilkoma dniami zaczęli obserwować punkt kasowy Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej Ziemi Śląskiej mieszczący się przy ulicy Ułańskiej. Dyskretnie sprawdzali, kiedy pracownicy otwierają placówkę, jak długo w niej przebywają, ilu przyjmują klientów oraz czy są pilnowani przez ochroniarzy…

- Po takim rozpoznaniu postanowili zaatakować. Przygotowali czapki-kominiarki, atrapę pistoletu glock doskonale imitującą oryginalną broń oraz pojemnik z gazem obezwładniającym. Poniedziałkowego przedpołudnia czekali na dogodny moment – relacjonuje podinspektor Fabian Góral, naczelnik Sekcji Kryminalnej katowickiej Komendy Miejskiej Policji.

Podejrzanie zachowujących się chłopców, którzy przez dłuższy czas obserwowali bank, przesiadując na pobliskich ławeczkach, dostrzegli mieszkańcy okolicznych domów. Jeden z nich zadzwonił po policję, a następnie zaalarmował pracowników punktu kasowego.

- Siedziałem na balkonie pijąc kawę, gdy dostrzegłem tych ludzi. Znam sporo młodzieży z Tysiąclecia, ale akurat ci wydali mi się nietutejsi. Odniosłem wrażenie, że chcą zrobić coś złego, ponieważ podejrzanie się czaili – mówi proszący o anonimowość katowiczanin.

- Lokator zwrócił mi uwagę, że młodzieńcy mogą szykować się do napadu. Rzeczywiście wszystko wyglądało jakby czekali, aż z pomieszczenia wyjdą klienci – opowiada Arkadiusz Pawlak, kierownik punktu kasowego. – Natychmiast zadzwoniłem więc po pracowników naszej agencji ochrony.

W tym samym czasie będzinianie podjęli decyzję o rozpoczęciu rozboju. Nie powstrzymał ich nawet fakt, iż wewnątrz przebywało jeszcze pięciu interesantów. Podchodzili właśnie do drzwi, gdy nadjechał samochód z ochroniarzami. Spłoszeni chłopcy zaczęli uciekać. Rzucili się w stronę pobliskiego przystanku. Wówczas zostali schwytani przez funkcjonariuszy policji kryminalnej, którzy obserwowali całe zajście.

- Ostatecznie nie doszło do rabunku. Szybko bowiem zareagowała agencja ochrony i policja. Szczególne słowa uznania należą się jednak mieszkańcowi, który nie przeszedł obojętnie obok młodych ludzi planujących napad. Podobno zatrzymani mieli tylko plastikowy model pistoletu, ale nikt przecież nie jest w stanie rozpoznać czy bandyta trzyma broń palną czy też atrapę – dodaje Arkadiusz Pawlak. – Nie ukrywam, że przeżyliśmy szok. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z przestępcami, próbującymi nas obrabować.

Szefostwo SKOK Ziemi Śląskiej ufundowało dla czujnego mieszkańca Katowic specjalną nagrodę.

Wczorajszego popołudnia młodzi ludzie – po przesłuchaniu w prokuraturze – zostali zwolnieni do domów. Rozgoryczeni policjanci wzruszali ramionami mówiąc: ,Cóż, takie mamy prawo!”.

Autor artykułu: (mru)